poniedziałek, 23 marca 2020

Triumf Złoli

źródłó

Triumf Złoli
LUB: 300 FLASZEK IDIOTYZMU NA EKRANIE
Autor: Gary Brecher
23 marca 2007 r.

FRESNO, KALIFORNIA -- Cóż, zrobiłem to, przyjąłem na klatę za zespół, skoczyłem na granat, dałem się ponieść na bagnetach -- inaczej, przesiedziałem przez 300, film komiksowy o Termopilach. Jedyny powód, dlaczego to coś zostało zrobione to to, że robi za dobrą antyirańską propagandę, gdyż jak wie każdy fan wojen, w Termopilach "300 śmiałych Spartan odparło całą perską armię."

Film Zacka Snydera jest wersją "Hooah!" /"Tak jest!" - uwaga tłumacza/ tej historii. Każdego razu spartański król Leonidas robi "podsycającą przemowę" jego wojownicy krzyczą "Hooah!" niczym Rangersi w Mogadiszu w filmie Helikopter w Ogniu. Wprawdzie Spartanie byli znani z milczenia, ale nie mamy tutaj do czynienia z wielkimi umysłami historii.

Co naprawdę dawało mi odruch wymiotny jest to, że ten film próbuje zrobić ze Sparty jakiś Kraj Karty Rossmann. Znajduje się w nim około godzina scen wartych reklamy perfum, w których Leonidas i jego zakochana żona, porywista dama w jednym z tych greckich strojach pseudobondage przytulają się i robią do siebie maślane oczy i rzucają patriotyczne kawałki jako gra wstępna. Tja, dlatego widzicie te zderzakowe nalepki z napisem "Sparta była dla kochanków."

Fakt: Sparta była romantyczna niczym Korea Północna. Plus-minus odrobinę egalitarianizmu, Sparta BYŁA Koreą Północną. Prawa spartańskie robiły co mogły by zniszczyć rodzinę. Sparta była bardziej przeciw rodzinie dwupokoleniowej niż jakikolwiek hollywoodzki liberał kiedykolwiek mógłby być.

Chcecie wiedzieć, jak naprawdę wyglądała spartańska noc poślubna? Dość zabawna, w szalonym guście. Jak tylko spartańska dziewczyna dostała pierwszy okres, łapali ją, golili głowę, ubierali jako chłopaka, wrzucali do łóżka jej nowego męża i wtedy, no cóż, folgował sobie z nią. W jaki sposób? Skoro mężuś od siódmego roku życia żył z samymi facetami, zakładam że noc kochania bardziej przypominała zapoznanie się chudego, białego chłoptasia z czarną celą po zgaszeniu światła aniżeli komedię romantyczną, więc gdy film pokazał spartańskiego herosa mówiącego "Żegnaj, moja miłość" do żony, to musiałem sobie śmiechnąć.

Nigdy jakikolwiek Spartan powiedział żonie, że ją kocha. To byłoby niczym zamach stanu, ponieważ rządcy Sparty chcieli złamać więzi rodzinne, więc jedyną zostałą więzią byłaby więź z państwem. Pozwalali dawać upust chuciom poprzez zezwalanie kobietom na picie (co robiły non stop) i zezwalanie mężczyznom na formowanie, jak możecie to nazwać, braterskich więzi z żołnierzami.

Bycie gejem w antycznym świecie było tematem, kto jest na topie. Jeśli byłeś na topie, to w porządku; jeśli byłeś tym, który dostawał w tyłek już nie za bardzo. Więzienne zasady, innymi słowami. Skórzanobarowa Sparta była oklepanym żartem dla starożytnych Greków. Spartanie byli bewzględnymi zabijakami - ale także upiększali się przed bitwą niczym nastoletnie dziewczyny. Hodowali długie włosy, a przed walką czesali je, oleili, próbowali nowych modnych stylów, umieszczali drobne ozdóbki w uszach, wszystko by umrzeć młodo i zostawić piękne zwłoki.

Nic takiego w tym filmie, jeno odwrotnie. Scenariusz nawet zawiera Leonidasa jak drwi z ateńczyków, wyzywając ich od "kochasi chłopców." Ateny, prawdziwy bohater wojny przeciwko Persii dostaje w kółko wyzwiska w tym filmie. Nawet słowa nie usłyszycie w 300 o Salaminie, bitwie która w rzeczywistości zdecydowała o wojnie - ponieważ to Ateny, nie Sparta, zniszczyła flotę perską pod Salaminą. Spartanie chcieli uciekać od perskiej floty i zabarykadować się na Peloponezie (nie uwierzycie, ile razy spieprzyłem pisownię tego cholernego słowa). Nie mieli pojęcia o mieszanych działaniach zbrojeniowych (z którymi ateńczycy radzili sobie całkiem nieźle). Faktem jest, że Spartanie, nazywani w kółko "najlepszymi żołnierzami w historii" w filmie, byli przeciętną, jednowymiarową, pozbawioną elastyczności siłą militarną.

Sparta rozumiała tylko jeden rodzaj walki: bitwa lądowa, ściana tarcz hoplitów - akademicka ofensywa znana ze starej szkoły drobnych kroków. W każdej walce ściany tarcz przeciwko ścianie tarcz, większa linia ofensywy przełamie ścianę drużyny przeciwnej, otwierając ją na zmasowane natarcie grotów włóczni. W momencie przełamania ściany opozycji żołnierze-obywatele uciekliby, by walczyć innego dnia - w pełni rozsądny odruch, gdyż alternatywą byłą anihilacja. Reprezentacje psychopatów, takie które wychowywała Sparta radziły sobie w takich bitwach. Ale jakkolwiek zmienią są warunki bitewne, to reprezentacje stawały się bezbronne wobec każdego zdolnego do kroków dłuższych.

Tak więc skontrowanie Spartanów było dość proste: jedynie postawić ich w sytuacji, w której musieli myśleć za siebie. Wyobraźcie sobie armię Spartan postawionej wobec mongolskiej siły rekonesansowej. Nawet gdyby Spartanie mieli przewagę liczebną, powiedzmy 4-1, bez wahania stawiam na Mongołów. Ci byli naprawdę twardzi, nie w sztuczny sposób przez chore gry wychowania fizycznego, lecz przez życie w siodle na stepach. Byli też na tyle mądrzy by zdawać sobie sprawę, że spryt liczy się na polu bitwy, że negocjacja i budowanie sojuszy, rekonesans oraz propaganda - wszystkie zaliczają się do ważnych aspektów wojny. Tylko amatorzy są na tyle głupi, by myśleć że bycie głupim, wrednym i sztywnym jak Spartanie to droga do militarnego sukcesu.

Tebańczycy pod wodzą naprawdę bystrego generała Epaminondasa zmiażdzyli Spartan w Bitwie pod Leuktrami (371 p.n.e.) ponieważ Epaminondas po prostu przechytrzył tych tumanów. Wiedział dokładnie jak Spartanie ustawiliby swoje siły w szyku bitewnym, dlatego że zawsze robili to w ten sam sposób, więc pomajstrował przy konwencjonalnych ustawieniach szyków falang i ci tebańczycy, większość z nich zwykli greccy żołnierze-obywatele - byle amatorzy w świetle spartańskich standardów - skopali spartańskie tyłki na całej długości. Heloci, tubylcy zniewoleni i terroryzowani przez Spartan przez pokolenia, w końcu dostali szansę na odwet i Sparta zmarniała do niczego. Game over.

Tylko faszyści-amatorzy podziwiają Spartę, stary; wciąż są wkurwieni, gdyż ludzie jak ja śmieli ostrzec ich, że wojna w Iraku będzie katastrofą. Teraz neokonserwatyści tak daleko zapuścili się w obłudnym myśleniu, że wybrali fantazje o Sparcie, gdzie nikt nigdy nie dyskutował, gdzie wszyscy darli ryja i spuszczali wpierdol a w pozostałych wypadkach nie odzywali się.

Do cna zabawne jest, jak ten film karci każdą mądrą postać. Każdego razu ktoś chce dyskutować ze stroną wojenną, to jest zły. Każdy kto mówi normalnym tonem jest zły. Snyder pokazuje dwie sceny, w których Spartanie mordują perskich emisariuszy przybywających pod flagą zawieszenia broni. W obu przypadkach oczekuje się, że będziesz temu kibicował.

Od kiedy niby amerykanie kibicują, gdy morduje się pokojowe strony? Cóż, całkiem łatwo na to odpowiedzieć: od Iraku. Ci zatwardziali neokonserwatyści oszaleli, ponieważ już nie mają jak uzasadnić najazdu na Iran. Ale wciąż tego chcą i to mocno, więc wzięli zaoczną lekcję faszyzmu, skacząc cały dystans do kibicowania Sparcie i wyzywania Atenom - bo Ateny symbolizują myślenie i elastyczność i rozwiązywanie problemów rozmową. Nie mogą wygrać dyskusji, to chcą zabić każdego, kto próbuje dyskutować. Dlatego Leonidas kopie perskiego emisariusz w dół studni.

Film chwali jeno dwie rzeczy:


1. Darcie ryja,

2. Napierdalanie.

Mówię "napierdalanie" gdyż nie można nazywać takiego poglądu na działania wojskowe "strategią" lub nawet "taktyką." To jeno zbliżenia na zęby Leonidasa kiedy drze pyska o "wolności." Gada o "wolności" non stop. Mówię poważnie. Spartanin! Mówiący o wolności! Leonidas nawet mówi, i to dosłowny cytat, "Wolność nie jest darmowa"! Myślałem, że wróciłem do oglądania Ekipy Ameryki: "Wolność nie jest darmowa/Kosztuje czypiędziesiąt i dwa słowa..."

Ponieważ kabotyn grający Leonidasa mówi tym ciężkim szkockim akcentem i ma zęby jak stary koń, wyglądało to jak jakiś Clydesdale parodiujący Mela Gibsona w Braveheart. Boki mi zerwało, mówię wam.

Coś naprawdę ciekawego o "wolnościowych" przemówieniach Leonidasa: każdy ma miejsce chwilę po tym, jak wrzucił jakiegoś dyplomatę do studni lub zakłuł kogoś, kto reklamuje przedyskutowanie strategii. To ta fantazja w rzeczywistości: czy nie byłoby wspaniale, gdybyśmy mogli po prostu ryczeć "Hooah!" bez przerwy i zabić wszystkie marudy? Prawie widać żałosnych kujonów odpowiadających za ten film walących konia zawsze, gdy ten umięśniony spartański heros zabija kolejnego wysłannika, czy polityka. To ich oduczy zabierać głos!

Zaiste, to może być fajne ale to nie wojna, kolesie. Jeśli istnieje coś, czego powinniśmy nauczyć się po Iraku, to jest to że poniższe rzeczy są zupełnie bezużyteczne w przypadku wojny nieregularnej (w sumie to gorzej niż bezużyteczne, gdyż wchodzą w paradę):

1. Mięśnie,

2. "Hooah!",

3. Zabijanie kogokolwiek, kto zwraca uwagę na niedociągnięcia w twoim planie.

Wbrew temu, co myślą domorośli faszyści, naprawdę pomyślne elity wojskowe wspierają dyskusję, uczą oficerów średniego szczebla reagowania na własną rękę oraz ganią darcie ryja, sterydy i w ogóle całe te macho pierdolenie. Kurwa, nawet Wehrmacht składał się ze spokojnych, uprzejmych i wychowanych ludzi. Kilku z nich przydałoby się nam w tej chwili.

Petraeus wydaje się być mniej więcej taki, ale na ten moment sytuacja jest tak opłakana, że nie jestem pewien ile jest w stanie załatwić. Może przynajmniej uciszy to wszystkich tych "Hooah!" koksów, da im do myślenia że nie pasują na dowódców wojennych i nawróci ich na ich prawdziwe powołanie: trenowanie drużyn footballowych w szkole średniej. W przypadku tego filmu, reprezentacji orlików.


WAR NERD ALERT: HANSON ZNÓW KŁAMIE!
Po obejrzeniu 300, przyszło mi się zastanawiać co ma o tym filmie do powiedzenia V. D. Hanson, drugi najbardziej znany maniak wojenny z Fresno. Spodziewałem się zawziętej dyskusji profesorskiej strony Hansona na temat błędów historycznych z jego frajerskim neokonserwatyzmem, wdzięcznym za uznany krytycznie film wspierający atak na Iran. Też zakładałem, że frajerski neokonserwatyzm wygra, gdyż na ten czas Hanson to tylko Hyde, bez odrobiny Jekylla.

I miałem rację. Boże, ci ludzie są przewidywalni. Oto końcowy paragraf felietonu Hansona o 300, gdzie faktycznie kurwi się on do poziomu łykania "wolnościowego" gówna Millera:
"Jeżeli krytycy myślą, że 300 redukuje i upraszcza znaczenie Termopil do wolności versus tyranii, to powinni ponownie i starannie przeczytać starożytne podania i wtedy obwiniać Herodota, Plutarcha oraz Diodora - którzy dawno temu chełpili się, że grecka wolność była stawiana próbie wobec perskiej autokracji, wolni ludzie ginęli w moralnej wyższości za swoją wolność, ich zniewoleni przeciwnicy chłostani do niewolenia innych."
Felieton Hansona jest bardzo zabawny jak uzmysłowisz sobie, że jest to próba przemądrzałego ego Hansona wobec jego ego obciągającego Cheneya.
Hanson nie jest w stanie w ogóle mówić o filmie przez pierwszą połowę felietonu, więc przerabia całą historię swoim własnym stylem, potem wciąga brzuch i przyjmuje fiuta Millera do ust w ostatnim momencie, dławiąc się i próbując uśmiechać. Biedny stary Hanson, jaka z ciebie smutna, zbita kurwa!

czwartek, 12 marca 2020

Dlaczego Nienawidzę II Wojny Światowej

źródłó

Dlaczego Nienawidzę II Wojny Światowej
Autor: Gary Brecher
15 grudnia 2006 r.

FRESNO -- Wszyscy są wściekli, ponieważ film Eastwooda o Iwo Jimie, Sztandar Chwały, poległ finansowo. Czytałem jedną recenzję, w której pisało że każdy obywatel powinien zapłacić za wysiedzenie z nim w kinie nawet jeśli to kiepski film, jakby to było jakimś moim patriotycznym obowiązekiem umieścić 25$ na zamorskim końcie Clinta Eastwooda. (Tak, wiem że kino nie kosztuje 25$, ale nie potrafię wysiedzieć w ciemnym pomieszczeniu jeśli nie mam wielkiej dietetycznej coli w jednej dłoni, popcornu w drugiej oraz zapasowego magazynku draży mlecznych w kieszeni na naboje.)

Mam własną teorię, dlaczego wszystkie te drugowojenne filmy rozpadły się w płomieniach niczym samoloty Zero w trakcie odstrzału indyków nad Marianami: ponieważ II WŚ jest mocno przeceniona. Obok kolesia, który reżyserował Pearl Harbor, ludzie odpowiedzialni za puszczenie tej wojny w ruch i wszystkie decyzje w okresie 1939-1945 byli największymi idiotami w historii. Dlatego wszystkie lekcje II WŚ, wszystko co powinna nas nauczyć jest albo całkowicie nieprawdziwe, albo proste niczym cios młotkiem ślusarskim w twarz, tak oczywiste że nawet Barney mógłby nauczać tego swoją pieluchową społeczność w przerwach na reklamę.

Największym kłamstwem o II WŚ jest to, że była to wojna pomiędzy dobrem a złem. Pierdolenie, ponieważ nie było żadnych dobrych europejskich krajów.

Fakt nr 1: WSZYSCY Byli Faszystami. Na poziomie militarnym musimy stawić czoła paskudnej rzeczywistości: II WŚ to było Stalin vs. Hitler. Reszta była tylko ozdobą. Stalin wygrał bo co, bo był milszym facetem? Gdzie tam, wygrał bo jego marka faszyzmu była w rzeczywistości o wiele bezwzględniejsza, krwawa i skuteczna niż małomiasteczkowy snobizm Hitlera, oraz bo Stalin miał cały przemysł USA za plecy. Nie widzę w tym żadnego morału.

Oczywiście większość tych fanów II WŚ bardzo się stara nie myśleć za dużo o Stalinie, więc preferują myśleć o Brytanii i reszcie Europy Zachodniej. To są oficjalnie ci dobrzy. Cóż, mam co nieco złych wieści dla was: to też byli faszyści, co do jednego tyle że słabsi niż Stalin i Hitler, bardziej cwani i lizusowaci. Jedyną lekcję, którą mają do zaoferowania jest że jeśli chcesz przeżyć, zacznij jako szalony faszysta, a zacznij tchórzyć i udawać że zawsze byłeś za uprzejmością gdy faszyzm wypadnie z mody.

Europa przed Stalingradem była obcą planetą, równie stuknięta i krwiożercza jak każdy aztecki kapłan. Nikt nie zdaje sobie sprawy z całkowitego odwrócenia do góry nogami, którego dokonała Europa w 1945 r. Przedtem był to kontynent pełen psychicznych faszystów. Jedni byli odważniejszymi, lepszymi żołnieżami czy tam mądrzejsi; to jedyne znaczące różnice.

Mówiąc "mądrzejsi" nie chcę przedobrzyć, gdyż Największa Generacja było stadem debili. Hitler był najgłupszym ze wszystkich, to wam przyznaję, lecz on tylko wyróżniał się w klasie absolwentów złożonej z mongoloidów w melonikach. Weź Churchilla, który ma być tym bogiem odwagi i manier i sprytu. Fałsz, fałsz, fałsz. Churchill był bufonem. To on był tym debilem, który wpakował armie Aliantów w bezużyteczne śródziemne kampanie w obu Wojnach Światowych. Gallipoli miało autograf Churchilla na całej długości, a był na tyle głupi że próbował tego gówna znowu 25 lat później we Włoszech. Miał tę obsesję o "miękkim podbrzuszu Europy", która dogodnie zapomniała o tych rzeczach zwanych "pasami górskimi" takimi jak Alpy i Apeniny.

Istnieje kolejny niewygodny fakt na temat Churchilla: też był faszystą jak Hitler, w każdym szczególe. Tyle tylko że nie możesz go za bardzo za to obwiniać ponieważ, i proszę was wszystkich tutaj o uwagę, wszyscy w Europie byli faszystami do 1943 r. - jeśli kumali na tyle szybko by zauważyć, że Wehrmacht czekała zguba - lub 1944 r., kiedy było to już jasne nawet dla większości debili że faszyzm był teraz oficjalnie tematem tabu. Powtarzam: wszyscy w Europie. Faszyści do cna.

Jednym jedynym powodem Churchilla do walki z Hitlerem było to, że nie chciał Niemiec rzucających wyzwanie Anglii o światową dominację. W 1936 r. Churchill powiedział brytyjskiemu generałowi "Niemcy stają się zbyt silne; musimy je rozbić." Taki był jego jedyny sprzeciw wobec Nazistom. W żaden sposób mógłby się przejmować ich brutalnością, gdyż Churchill zawsze był za przemocą wobec kogokolwiek stawiającego opór brytyjskim interesom. Na długo przed wojną Churchill popierał używanie obozów koncentracyjnych dla burskich kobiet i dzieci, pacyfikowanie hinduskich wiosek - a tu mamy jego oświecony, demokratyczny cytat o tym, jak uporać się z Kurdami w Iraku, każdego ulubioną prześladowaną mniejszością, z notatki z 1919 r.: "Jestem zdecydowanie za używaniem zatrutego [sic] gazu wobec nieucywilizowanych plemion."

To nie czyni go tym złym; jedynie czyni go typowym Europejczykiem sprzed 1945 r. Wszyscy tacy byli, tyle że mocniej. Możecie sporządzić listę europejskich państw i znaleźć listę domowych partii faszystowskich, wszystkie zupełnie popularne i demokratyczne, przy których Naziści wyglądają jak banda umiarkowanych mięczaków. Od niektórych, choćby Żelaznej Gwardii w Rumunii nawet mnie cierpnie skóra.

A kiedy obrócimy globus, voila!: teatr azjatycki też wychodzi na klasyczną walkę faszyzmu z ...większym faszyzmem. Wojskowa kastya Cesarskiej Japonii przerastała faszyzm. Serio, byli tacy hardcore że sama sugestia możliwości pójścia czegoś nie tak z wspaniałym planem zwycięstwa totalnego była tabu, przez co nikt nie śmiał zorganizować czegokolwiek, co przypominałoby plan strategii. Był to dobry sposób dać się posiekać na wołowinę Kobe. Japońscy oficerzy reagowali na takie pytania jak Travis Bickle: "Do nas gadasz? Nam zadajesz te pytanie? Bo nie widzimy innych japońskich oficerów w pobliżu..." Ciecie do: tryśnięć z tętnicy gdzie przebywał bezczelny pytacz.

A w przeciwnym narożniku: Czang Kai Szek, azjatycki Churchill: zupełnie niekompetentny przywódca wojskowy i pełną gębą faszysta, który dostrzegł w którą stronę wieje wiatr i przebranżowił się jako krzyżowiec o demokrację i porządek w celu otrzymania pomocy od naiwnych Amerykanów. Czang cenił jedno jedyne: posłuszeństwo. Oraz ufał tylko jednemu: sobie. Dlatego osobiście pełnił 82 urzędy w Chinach, włączając głównodowodzącego wszystkich sił zbrojnych. Wybierał swoich generałów według ich niekompetencji, ponieważ podejrzewał że utalentowani ludzie mogą zwrócić się przeciwko niemu. Każdy znak samodzielnego myślenia, nie mówiąc już o krytyce oznaczał odcięcie od stołka - i to w dosłownym znaczeniu. Czang nawet zrobił się dowódcą chińskich harcerzy, tej żyznej ziemi dla puczy. To był ten Dobry teatru azjatyckiego. Czekaj, zapominam o Mao, kolejnym chorążym praw człowieka.

Nawet niewaleczne państwa były faszystowskie zanim Plan Marshalla pokazał dyktatorom, że było więcej do ugrania miłą gadką. Państwa próbowały kopiować dużych złych faszystów swoimi własnymi komediami potworności, jak Trujillo w Republice Dominikańskiej lub Peron w Argentynie. I swoim skromnym sposobem, wszyscy ci kolesie starali się jak najlepiej by zrobić jak najgorzej. Trujillo nawet próbował udowodnić, że Dominikanie byli zagubionym plemionem Aryjczyków i rozkazał zasiekać maczetami coś koło 30 000 imigrantów z Haiti za bycie "czarnymi." Nawet Meksykanie próbowali dwóch kroków do faszyzmu, z tym że będąc Meksykanami pokusili się na najbardziej kiczowaty kolor jaki mogli znaleźć, tak więc jak Niemcy mieli Brązowe Koszule i Mussolini miał Czarne, Meksyk wymyślił... Złote Koszule! "I doszyj jakieś makiety z falbankami skoro się zdecydowałeś!"

Po Stalingradzie faszyści świata po prostu domyślili się że jak chcesz wygrać, potrzebujesz takiego zaplecza USA jakie dostał Stalin, a to oznaczało że potrzebna ci lżejsza kmina niż ta Nazistów i Japończyków. Te wsiunkowate niemiaszki i japońce gadały o śmierci, czaszkach, mordzie, samobójstwie - cmok cmok, niefajne. Stalin z drugiej strony gadał o pokoju, braterstwie narodów, sprawiedliwości dla klasy robotniczej... i nie tylko zabił o wiele więcej cywili niż Hitler ale dostał za to wynagrodzenie od amerykańskiego podatnika. To był ten pierwszy banał - na szczęście, bo była to Najgłupsza Generacja od czasów Wojny Trzydziestoletniej.

Fakt nr 2: Holocaust To Jednorazowy Wyjątek; Genocyd Się OPŁACA.

Holocaust jest drugą w kolejności największą niby-lekcją II WŚ. Wszyscy lubią gadać o tym szczególnym przypadku genocydu ponieważ zawiódł, lub tak nam powiedziano. Niemcy zapłacili straszliwą cenę za to, co zrobili Żydom. Nie; Niemcy zapłacili straszliwą cenę za najechanie Rosji. Gdyby trzymali się swojej połowy Eurazji, Stalin kontynuowałby swój romans z Hitlerem, jedyną ludzką istotą którą kiedykolwiek lubił a europejscy Żydzi byliby wspólną ucztą podzieloną między obozy koncentracyjne ze swastyką lub czerwoną gwiazdą na fladze.

Co uczyniło Holocaust zupełnie innym niż większość genocydów jest to, że pamiętamy ofiary; i jedynym powodem że pamiętamy jest, znowu, USA. Europejscy Żydzi byli zupełnie podatni i znienawidzeni w Europie, ale ich krwi w Ameryce dobrze się wiodło i obchodziło ich na tyle by zapamiętać swoich zmarłych krewnych. Porównajcie to do jakiegokolwiek przykładu genocydu (a są dosłownie tysiące) i zobaczycie różnicę: większość czasu (toż to proste jak drut) plemię, które doświadcza genocydu jest najbardziej znienawidzonym, słabym i bezbronnym plemieniem w regionie. Oznacza to że nikt ich w ogóle nie pamięta, a jeżeli pamięta to uznają genocyd za przykład Postępu, czy czegoś w tym rodzaju. Jeżeli w to wątpisz, to powiedz mi bez namysłu jakie plemię żyło 400 lat temu w mieście, z którego mnie teraz czytasz. Po latach prób dowiedzenia się, nadal nie mam pojęcia jakie plemię żyło w okolicach Fresno. Nikt nawet ich nie wspomina w sieci - tak działa większość genocydów. Plemię znika na zawsze. Dlatego nazywają to genocydem na litość boską! A kiedy znika - toż to proste! - nikt tego nie pamięta ani nie obchodzi.

Powodem, dla którego ludzie kochają rozmawiać o Nazistach zabijających Żydów jest to, że dzięki Żydom w Ameryce byli ludzie który nalegali na pamiętanie o ofiarach. Gdyby ludzie pomyśleli o genocydzie, powiedzmy, plemienia które żyło tam gdzie ty żyłeś, mieliby doła. Zrozumieliby, że świat ro rzeźnia i że nie ma żadnych lekcji o moralności. Dlatego raczej rozmawiają o Auschwitz niż o Fresno.

Fakt nr 3: II WŚ Nie Ma JAKICHKOLWIEK Lekcji Militarnych

To mnie najbardziej mierzi o II WŚ, ponieważ szczerze dużo bardziej obchodzi mnie zła historia militarna niż całe te moralne pierdolenie. Każda lekcja militarna ludzie CHCĄ nauczyć się od II WŚ jest fałszywa, a jedyna której MOGLIBY się nauczyć jest tą, której nauczyć się nie chcą.

Na początek, macie tą prawdziwą lekcję z Wojny: przewaga militarna w wąskim znaczeniu nie jest równie ważna jak siła ekonomii oraz propaganda działające w duecie.

A teraz czas na naprawdę dołującą lekcję dla wszystkich fanów militariów, ta której przyjęcie zajęło mi lata, lecz musimy przyznać jej rację. Gdyby przewaga militarna decydowała to Niemcy i Japończycy wygraliby ponieważ byli zdecydowanie, podkreślam ZDECYDOWANIE najlepszymi żołnierzami. Historyk militariów o niefortunnym nazwisku Nutter /w swobodnym tłumaczeniu: Świrus - uwaga tłumacza/ odwalił kawał naprawdę dobrej roboty demolując rodzimych pisarzy, którzy próbują zakładać że Alianci byli porównywalni do żołnierzy Wehrmachtu pod względem siły bitewnej. Uporanie się z zatwardziałymi fanami Najlepszej Generacji zostawię to jemu: http://www.militaryhistoryonline.com/wwii/armies/introduction.aspx

Zanim Hitler wylał swoje siły na rosyjskich pustkowiach Wehrmacht rządził totalnie. Jak tylko przyjmiesz to do wiadomości możesz pozbyć się wielu mitów, takich jak pieprzenie że Francuzi byli tchórzami a Brytyjczycy odważnymi herosami. Francuzi przegrali, ponieważ posiadali lądową granicę z Niemcami, koniec kropka. Armia Brytyjska miała wyniki równie złe lub gorsze jak Francuzi w walce z Wehrmachtem w czasie inwazji na Francję i przetrwała z jednego powodu: Hitler, kretyn, ubzdurał sobie że Brytania przyłączy się do niego w walce przeciwko Bolszewizmowi jak tylko Brytyjczycy się opamiętają, więc odwołał inwację o kryptonimie Lew Morski. Gdyby inwazja miała miejsce, przemówienie Churchilla o walczeniu z nimi na plażach itd. miałaby sequel: "Będziemy walczyć z nimi na plażach... przez około dziesięc minut. Będziemy walczyć z nimi na wzgórzach... przez około tydzień," i tak dalej.

Kluczowe zmaganie militarne wojny było na stepach Rosji, a Hitler przegrał nie dlatego, że był zły - co, Stalin nie był równie zły? - lecz dlatego, że był zbyt wieśniackim, snobistycznym idiotą by rozglądać się za sojusznikami. Gdyby połechtał Białorusinów, Ukraińców, Polaków, chłopskich kułaków zmuszonych do kołchozów i wszystkich innych antykomunistów w Europie Wschodniej to wygrałby w cuglach. A gdyby Stalin był odrobinę MNIEJ zły to i tak by przegrał. Stalin wygrał gdyż jego żołnierze bali się NKWD o wiele bardziej niż Nazistów. Jeśli rosyjski żołnież dostał się do niewoli, był uważany za zdrajcę. Gdy uciekał z pola walki, komisarze czekali na to by go zastrzelić. Gdyby narzekał, usunięto by mu paznokcie i błagałby by go zastrzelili.

A zatem prawdziwą spuścizną tej zasranej wojny był świat Sowietów, gdzie sposobem na wygraną jest mieszanie propagandy o miłości i pokoju w celu grabienia dolarów z podatków USA razem z nowym rodzajem przemocy, wrednym i tchórzliwym rodzajem, który dział się w aresztach wydobywczych Moskwy, wespół z 70-letnimi zesłaniami na Archipelag Biuro jako alternatywą dla nas szczęśliwych mieszkańców Fresno.

Wszystko co wam powiedzieli to nieprawda. Wszystko w co wierzycie to nieprawda i, co gorsza, nuda. Przynajmniej faszyści próbowali uczynić życie interesującym dla nas, nie-prezesów, nie-surferów, nie-golfistów. Byli brutalnymi szumowinami, jasne... ale muszę zapytać, "w porównaniu do kogo - dupków takich jak WY?"