poniedziałek, 23 marca 2020

Triumf Złoli

źródłó

Triumf Złoli
LUB: 300 FLASZEK IDIOTYZMU NA EKRANIE
Autor: Gary Brecher
23 marca 2007 r.

FRESNO, KALIFORNIA -- Cóż, zrobiłem to, przyjąłem na klatę za zespół, skoczyłem na granat, dałem się ponieść na bagnetach -- inaczej, przesiedziałem przez 300, film komiksowy o Termopilach. Jedyny powód, dlaczego to coś zostało zrobione to to, że robi za dobrą antyirańską propagandę, gdyż jak wie każdy fan wojen, w Termopilach "300 śmiałych Spartan odparło całą perską armię."

Film Zacka Snydera jest wersją "Hooah!" /"Tak jest!" - uwaga tłumacza/ tej historii. Każdego razu spartański król Leonidas robi "podsycającą przemowę" jego wojownicy krzyczą "Hooah!" niczym Rangersi w Mogadiszu w filmie Helikopter w Ogniu. Wprawdzie Spartanie byli znani z milczenia, ale nie mamy tutaj do czynienia z wielkimi umysłami historii.

Co naprawdę dawało mi odruch wymiotny jest to, że ten film próbuje zrobić ze Sparty jakiś Kraj Karty Rossmann. Znajduje się w nim około godzina scen wartych reklamy perfum, w których Leonidas i jego zakochana żona, porywista dama w jednym z tych greckich strojach pseudobondage przytulają się i robią do siebie maślane oczy i rzucają patriotyczne kawałki jako gra wstępna. Tja, dlatego widzicie te zderzakowe nalepki z napisem "Sparta była dla kochanków."

Fakt: Sparta była romantyczna niczym Korea Północna. Plus-minus odrobinę egalitarianizmu, Sparta BYŁA Koreą Północną. Prawa spartańskie robiły co mogły by zniszczyć rodzinę. Sparta była bardziej przeciw rodzinie dwupokoleniowej niż jakikolwiek hollywoodzki liberał kiedykolwiek mógłby być.

Chcecie wiedzieć, jak naprawdę wyglądała spartańska noc poślubna? Dość zabawna, w szalonym guście. Jak tylko spartańska dziewczyna dostała pierwszy okres, łapali ją, golili głowę, ubierali jako chłopaka, wrzucali do łóżka jej nowego męża i wtedy, no cóż, folgował sobie z nią. W jaki sposób? Skoro mężuś od siódmego roku życia żył z samymi facetami, zakładam że noc kochania bardziej przypominała zapoznanie się chudego, białego chłoptasia z czarną celą po zgaszeniu światła aniżeli komedię romantyczną, więc gdy film pokazał spartańskiego herosa mówiącego "Żegnaj, moja miłość" do żony, to musiałem sobie śmiechnąć.

Nigdy jakikolwiek Spartan powiedział żonie, że ją kocha. To byłoby niczym zamach stanu, ponieważ rządcy Sparty chcieli złamać więzi rodzinne, więc jedyną zostałą więzią byłaby więź z państwem. Pozwalali dawać upust chuciom poprzez zezwalanie kobietom na picie (co robiły non stop) i zezwalanie mężczyznom na formowanie, jak możecie to nazwać, braterskich więzi z żołnierzami.

Bycie gejem w antycznym świecie było tematem, kto jest na topie. Jeśli byłeś na topie, to w porządku; jeśli byłeś tym, który dostawał w tyłek już nie za bardzo. Więzienne zasady, innymi słowami. Skórzanobarowa Sparta była oklepanym żartem dla starożytnych Greków. Spartanie byli bewzględnymi zabijakami - ale także upiększali się przed bitwą niczym nastoletnie dziewczyny. Hodowali długie włosy, a przed walką czesali je, oleili, próbowali nowych modnych stylów, umieszczali drobne ozdóbki w uszach, wszystko by umrzeć młodo i zostawić piękne zwłoki.

Nic takiego w tym filmie, jeno odwrotnie. Scenariusz nawet zawiera Leonidasa jak drwi z ateńczyków, wyzywając ich od "kochasi chłopców." Ateny, prawdziwy bohater wojny przeciwko Persii dostaje w kółko wyzwiska w tym filmie. Nawet słowa nie usłyszycie w 300 o Salaminie, bitwie która w rzeczywistości zdecydowała o wojnie - ponieważ to Ateny, nie Sparta, zniszczyła flotę perską pod Salaminą. Spartanie chcieli uciekać od perskiej floty i zabarykadować się na Peloponezie (nie uwierzycie, ile razy spieprzyłem pisownię tego cholernego słowa). Nie mieli pojęcia o mieszanych działaniach zbrojeniowych (z którymi ateńczycy radzili sobie całkiem nieźle). Faktem jest, że Spartanie, nazywani w kółko "najlepszymi żołnierzami w historii" w filmie, byli przeciętną, jednowymiarową, pozbawioną elastyczności siłą militarną.

Sparta rozumiała tylko jeden rodzaj walki: bitwa lądowa, ściana tarcz hoplitów - akademicka ofensywa znana ze starej szkoły drobnych kroków. W każdej walce ściany tarcz przeciwko ścianie tarcz, większa linia ofensywy przełamie ścianę drużyny przeciwnej, otwierając ją na zmasowane natarcie grotów włóczni. W momencie przełamania ściany opozycji żołnierze-obywatele uciekliby, by walczyć innego dnia - w pełni rozsądny odruch, gdyż alternatywą byłą anihilacja. Reprezentacje psychopatów, takie które wychowywała Sparta radziły sobie w takich bitwach. Ale jakkolwiek zmienią są warunki bitewne, to reprezentacje stawały się bezbronne wobec każdego zdolnego do kroków dłuższych.

Tak więc skontrowanie Spartanów było dość proste: jedynie postawić ich w sytuacji, w której musieli myśleć za siebie. Wyobraźcie sobie armię Spartan postawionej wobec mongolskiej siły rekonesansowej. Nawet gdyby Spartanie mieli przewagę liczebną, powiedzmy 4-1, bez wahania stawiam na Mongołów. Ci byli naprawdę twardzi, nie w sztuczny sposób przez chore gry wychowania fizycznego, lecz przez życie w siodle na stepach. Byli też na tyle mądrzy by zdawać sobie sprawę, że spryt liczy się na polu bitwy, że negocjacja i budowanie sojuszy, rekonesans oraz propaganda - wszystkie zaliczają się do ważnych aspektów wojny. Tylko amatorzy są na tyle głupi, by myśleć że bycie głupim, wrednym i sztywnym jak Spartanie to droga do militarnego sukcesu.

Tebańczycy pod wodzą naprawdę bystrego generała Epaminondasa zmiażdzyli Spartan w Bitwie pod Leuktrami (371 p.n.e.) ponieważ Epaminondas po prostu przechytrzył tych tumanów. Wiedział dokładnie jak Spartanie ustawiliby swoje siły w szyku bitewnym, dlatego że zawsze robili to w ten sam sposób, więc pomajstrował przy konwencjonalnych ustawieniach szyków falang i ci tebańczycy, większość z nich zwykli greccy żołnierze-obywatele - byle amatorzy w świetle spartańskich standardów - skopali spartańskie tyłki na całej długości. Heloci, tubylcy zniewoleni i terroryzowani przez Spartan przez pokolenia, w końcu dostali szansę na odwet i Sparta zmarniała do niczego. Game over.

Tylko faszyści-amatorzy podziwiają Spartę, stary; wciąż są wkurwieni, gdyż ludzie jak ja śmieli ostrzec ich, że wojna w Iraku będzie katastrofą. Teraz neokonserwatyści tak daleko zapuścili się w obłudnym myśleniu, że wybrali fantazje o Sparcie, gdzie nikt nigdy nie dyskutował, gdzie wszyscy darli ryja i spuszczali wpierdol a w pozostałych wypadkach nie odzywali się.

Do cna zabawne jest, jak ten film karci każdą mądrą postać. Każdego razu ktoś chce dyskutować ze stroną wojenną, to jest zły. Każdy kto mówi normalnym tonem jest zły. Snyder pokazuje dwie sceny, w których Spartanie mordują perskich emisariuszy przybywających pod flagą zawieszenia broni. W obu przypadkach oczekuje się, że będziesz temu kibicował.

Od kiedy niby amerykanie kibicują, gdy morduje się pokojowe strony? Cóż, całkiem łatwo na to odpowiedzieć: od Iraku. Ci zatwardziali neokonserwatyści oszaleli, ponieważ już nie mają jak uzasadnić najazdu na Iran. Ale wciąż tego chcą i to mocno, więc wzięli zaoczną lekcję faszyzmu, skacząc cały dystans do kibicowania Sparcie i wyzywania Atenom - bo Ateny symbolizują myślenie i elastyczność i rozwiązywanie problemów rozmową. Nie mogą wygrać dyskusji, to chcą zabić każdego, kto próbuje dyskutować. Dlatego Leonidas kopie perskiego emisariusz w dół studni.

Film chwali jeno dwie rzeczy:


1. Darcie ryja,

2. Napierdalanie.

Mówię "napierdalanie" gdyż nie można nazywać takiego poglądu na działania wojskowe "strategią" lub nawet "taktyką." To jeno zbliżenia na zęby Leonidasa kiedy drze pyska o "wolności." Gada o "wolności" non stop. Mówię poważnie. Spartanin! Mówiący o wolności! Leonidas nawet mówi, i to dosłowny cytat, "Wolność nie jest darmowa"! Myślałem, że wróciłem do oglądania Ekipy Ameryki: "Wolność nie jest darmowa/Kosztuje czypiędziesiąt i dwa słowa..."

Ponieważ kabotyn grający Leonidasa mówi tym ciężkim szkockim akcentem i ma zęby jak stary koń, wyglądało to jak jakiś Clydesdale parodiujący Mela Gibsona w Braveheart. Boki mi zerwało, mówię wam.

Coś naprawdę ciekawego o "wolnościowych" przemówieniach Leonidasa: każdy ma miejsce chwilę po tym, jak wrzucił jakiegoś dyplomatę do studni lub zakłuł kogoś, kto reklamuje przedyskutowanie strategii. To ta fantazja w rzeczywistości: czy nie byłoby wspaniale, gdybyśmy mogli po prostu ryczeć "Hooah!" bez przerwy i zabić wszystkie marudy? Prawie widać żałosnych kujonów odpowiadających za ten film walących konia zawsze, gdy ten umięśniony spartański heros zabija kolejnego wysłannika, czy polityka. To ich oduczy zabierać głos!

Zaiste, to może być fajne ale to nie wojna, kolesie. Jeśli istnieje coś, czego powinniśmy nauczyć się po Iraku, to jest to że poniższe rzeczy są zupełnie bezużyteczne w przypadku wojny nieregularnej (w sumie to gorzej niż bezużyteczne, gdyż wchodzą w paradę):

1. Mięśnie,

2. "Hooah!",

3. Zabijanie kogokolwiek, kto zwraca uwagę na niedociągnięcia w twoim planie.

Wbrew temu, co myślą domorośli faszyści, naprawdę pomyślne elity wojskowe wspierają dyskusję, uczą oficerów średniego szczebla reagowania na własną rękę oraz ganią darcie ryja, sterydy i w ogóle całe te macho pierdolenie. Kurwa, nawet Wehrmacht składał się ze spokojnych, uprzejmych i wychowanych ludzi. Kilku z nich przydałoby się nam w tej chwili.

Petraeus wydaje się być mniej więcej taki, ale na ten moment sytuacja jest tak opłakana, że nie jestem pewien ile jest w stanie załatwić. Może przynajmniej uciszy to wszystkich tych "Hooah!" koksów, da im do myślenia że nie pasują na dowódców wojennych i nawróci ich na ich prawdziwe powołanie: trenowanie drużyn footballowych w szkole średniej. W przypadku tego filmu, reprezentacji orlików.


WAR NERD ALERT: HANSON ZNÓW KŁAMIE!
Po obejrzeniu 300, przyszło mi się zastanawiać co ma o tym filmie do powiedzenia V. D. Hanson, drugi najbardziej znany maniak wojenny z Fresno. Spodziewałem się zawziętej dyskusji profesorskiej strony Hansona na temat błędów historycznych z jego frajerskim neokonserwatyzmem, wdzięcznym za uznany krytycznie film wspierający atak na Iran. Też zakładałem, że frajerski neokonserwatyzm wygra, gdyż na ten czas Hanson to tylko Hyde, bez odrobiny Jekylla.

I miałem rację. Boże, ci ludzie są przewidywalni. Oto końcowy paragraf felietonu Hansona o 300, gdzie faktycznie kurwi się on do poziomu łykania "wolnościowego" gówna Millera:
"Jeżeli krytycy myślą, że 300 redukuje i upraszcza znaczenie Termopil do wolności versus tyranii, to powinni ponownie i starannie przeczytać starożytne podania i wtedy obwiniać Herodota, Plutarcha oraz Diodora - którzy dawno temu chełpili się, że grecka wolność była stawiana próbie wobec perskiej autokracji, wolni ludzie ginęli w moralnej wyższości za swoją wolność, ich zniewoleni przeciwnicy chłostani do niewolenia innych."
Felieton Hansona jest bardzo zabawny jak uzmysłowisz sobie, że jest to próba przemądrzałego ego Hansona wobec jego ego obciągającego Cheneya.
Hanson nie jest w stanie w ogóle mówić o filmie przez pierwszą połowę felietonu, więc przerabia całą historię swoim własnym stylem, potem wciąga brzuch i przyjmuje fiuta Millera do ust w ostatnim momencie, dławiąc się i próbując uśmiechać. Biedny stary Hanson, jaka z ciebie smutna, zbita kurwa!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz